Zawsze będzie za dużo…
Niedawno rozmawiałem ze znajomą, z którą długo się nie widziałem. Było bardzo sympatycznie do do czasu, w którym zaczął się temat jej sylwetki…
Powiedziałem jej, że wygląda przepięknie - ostatnio jaką ją zapamiętałem to była kobietą przy kości. Jak tylko stwierdziłem to jaka jest ładna zauważyłem osłupienie na jej twarzy i po chwili z rykiem zaczęło się żalenie. Opowiadała początki jak zaczynała odchudzanie. Mam o tym blade pojęcie, ale stwierdziłem - niech się wyżali, i ją wysłuchałem. Opowiem to co zapamiętałem. Wspominała, że 5 lat temu zaczynała od głodówki - trafiła do szpitala. Rodzice jej wyjaśnili pewne sprawy i że odchudzanie nie ma sensu, bo może tylko zaszkodzić. Potem próbowała zjadać małego kęsa chleba czy wafelka tylko wtedy gdy czuła, że jest naprawdę głodna. Pomyśleć, że tak robiła przez rok. Straciła sporo kilogramów. Tylko, że po tym roku rzucił ją facet i w depresji zaczęła jeść jak opętana i wróciła do swojej początkowej wagi. Przez kolejne 3 lata stosowała herbalife - nie wiem co to ale wyszło jej to na dobre. Na moje oko wyglądała na 50kg. Ona uważa, że to wiele za dużo… Ja nie wiem co to w tych kobietach siedzi. Atrakcyjna dziewczyna i jeszcze marudzi…
